Oj, straszny był ten tydzień
tydzień trudnych decyzji, które wiele zaważą … pobudka o szóstej, szkoła, treningi i inne tego typu pierdoły, nauka, kucie do poduszki. Włącznie z piątkowym wieczorem ! (musiałam się nauczyć modlitw do bierzmowania
) Mój czas dla siebie wynosił zero ;>
Wprawdzie zdjęcia robione były bodajże w czwartek (przez mamusię, która to mamusia jeszcze nie do końca opanowała władanie aparatem xD), ale odnosi się do akcji, która, jak widzę, trwa w najlepsze – akcja blogowa Harel. Odnosząc się, stwierdzam, że bez lumpów jak bez ręki, co wiecej, że mamusia przyczyniła się do mojej bytności tu i w ogóle bytności w zaainteresowaniu modą, oddając mi naręcza swych ciuchów z lat młodości. I nie tylko ona, bo i babcia (świetne babcine buty – mam trzy pary
), i tata (swetry, koszule, spodnie). Cała rodzina na mnie pracuje ;> … A każdemu turyście w spisie miejsc do odwiedzenia dałabym parę adresów moich ulubionych lumpków. Czuję w nich adrenalinę i mogłabym godzinami przeszukiwać pólki i wieszaki. Tego nie dają sklepy ‘normalne’




Dodać jeszcze muszę, że sweter jest jednym z moich ulubionych, cudnie mięciutki, ciepły i – co najważniejsze – wielki. Apaszka mną zawładnęla dzięki panterce
mam na nią jazdę – ale w zdrowych ilościach ..
sweter – sh (marks & spencer)
kurtka – new yorker
apaszka – po mamie
spodnie – C&A
kolczyki – od taty