Sweet sixteen, jak to niektórzy mówią. Ja poczułam się staro, choć starość nie radość rekompensował mi pyszny, pyszny, pyszny tort przygotowany przez mamę, tony życzeń (a po każdym się wzruszam niemiłosiernie) i wyprawa z K w pweno miejsce w pewnym celu, po którym wróciłam z lekko wykręconą kostką i zwichniętym palcem u nogi
życzę sobie najlepszego. Spełnienia marzeń i żeby ten rok przyniósł duuuzo zmian. Na lepsze.
